sobota, 5 grudnia 2009

Ubuntu - wrażenia po instalacji

Tytułem wprowadzenia - jestem posiadaczem laptopa Toshiba Satellite Pro L300. Kiedyś była na tym Vista, ale wyleciała po 30 minutach użytkowania, znalazł się XP - znaleziony w pudełku z laptopem. Próbowałem odpalać różne linuxy, ale zazwyczaj albo zawieszały się podczas odpalania, albo nie wykrywały poprawnie sprzętu - ot taki urok.
Jako, że jestem leniwy zdecydowałem, że poczekam na jakiegoś linuxa, który zaskoczy za pierwszym podejściem.

Po kilku podejściach (bootowane z usb, lista na http://www.pendrivelinux.com/) okazało się, że warunki spełnia najnowsze Ubuntu 9.10.

W tak zwanym międzyczasie znalazłem wpis o możliwości dostania darmowej płytki z Ubuntu. Dostałem 4 dni po premierze - co spowodowało bardzo miłe zaskoczenie.

Dziś nadszedł dzień instalacji - płytka w napęd, reboot...

Odpalił się Live CD, potwierdzając wcześniejsze obserwacje - cały sprzęt wykryty, działa poprawnie, nawet kółko kontroli dźwięku zostało poprawnie obsłużone.
Wpisałem hasło do WLAN'a - też zadziałało od razu.

Potem poszło już z górki - gparted zmniejszył jedną z partycji, wolne miejsce użyłem na 2 partycje - ext4 i swap. Odpaliłem program instalujący Ubuntu - kilka pytań dotyczących języka, czasu i partycji, na których ma się zainstalować system, dalej, dalej, dalej... - prawie jak w Windows ;)

System instalował się, a ja oglądałem kolejne odcinki LFG.

Reboot - i zawiodłem się. Poprzednio używane sytrybucje - takie jak OpenSuse przyzwyczaiły mnie do ładnie wyglądającego menu startowego, łatwego w konfiguracji i łatwym sposobie wyboru systemu domyślnego (komputer użytkuje również żona, więc domyślnie Windows).
Domyślnie instalujący się grub jest ohydny.... Czarne, wyświetlane za pomocą BIOS'u menu - całe szczęście, że w 0x13h.

Pogodziłem się z sytuacją - chciałem ustawić Windowsa jako system domyślny:
su xterm, mc, cd /etc/grub2 i kolejny szok - z czegoś co było łatwe proste i przyjemne zrobiono coś zrozumiałego tylko dla maszyny.

Idę czytać dalej...